Wakacje pod namiotem teraz jeszcze przyjemniejsze!

0 134

Czy czujecie już w powietrzu wakacje?

Przychodzą już coraz to wyższe temperatury, do szaf na najwyższą półkę wędrują wysokie buty i kurtki zimowe. Jeśli uprawiasz sport na świeżym powietrzu, nie zakładasz już kilku warstw ubrań (żeby nie rozpłynąć się w kałuży własnego potu).

Coraz dłuższe dni i coraz krótsze noce, a także coraz krótsze spódniczki przedstawicielek płci pięknej zdają się szeptać do ucha : wakacje coraz bliżej.

Nic dziwnego, że zaczynacie już nieśmiało w swoich myślach planować gdzie by w tym roku wyjechać. Część z Was wybierze się w dalekie kraje (albo nie aż tak dalekie, np. w granicach kontynentu), inni zaś zostaną w Polsce i zdecydują się podziwiać regionalne piękno.

Niezależnie od tego gdzie pojedziecie, wasze wakacje będą się od siebie różniły sposobem, w jaki je spędzicie. Czy siedząc dwa tygodnie plackiem na leżaku przy basenie w ciągu dnia, a wieczorem imprezując:

Czy aktywnie zwiedzając:

Czy biwakując:

Ten ostatni sposób, choć niewątpliwie bardzo przyjemny (dla niektórych, wszak o gustach się nie dyskutuje), niesie ze sobą chyba najwięcej wyzwań w zakresie organizacji wyjazdu.

Trzeba mieć gdzie spać, gdzie się umyć i co zjeść.

Pierwszy problem rozwiązuje namiot, drugi pole namiotowe na którym jest taka możliwość (lub jakakolwiek publiczna toaleta, np. na stacji czy w McDonald’s), natomiast trzeci aspekt wakacji pod gołym niebem leży całkowicie w naszym zakresie. Można cały wyjazd jeść kanapki i chrupki i popijać wodą/sokiem albo jeść ciepłe obiady w knajpach.

Najlepiej jednak było by gotować sobie samemu – taniej wychodzi. Jednak trzeba zabrać wówczas ze sobą maszynkę spirytusową albo camping gaz, menażki i jakieś miski. Teraz i tak jest wygodnie, wiele naczyń występuje w składanej wersji silikonowej. Ale camping gaz już swoje waży. Wymaga też wykopania dziury w ziemi, żeby nic dookoła nie zajęło się ogniem. Gaz do wypełnienia butli to też pewien koszt.

Można tradycyjnie gotować nad ogniskiem – ale rozpalenie go to nie zawsze taka prosta sprawa i nie zawsze można.

Dlatego chcę pokazać wam mini alternatywę ogniska – mały piecyk, w którym możemy napalić wszystkim co wpadnie nam w ręce, a dzięki odpowiedniej cyrkulacji powietrza ogień nie zgaśnie, a ryzyko zaprószenia go w lesie jest znikome.

Nazywa się on Kombuis.

Niewielki, o wadze 1 kg i wymiarach 16 cm na wysokość i 12 na szerokość, nie będzie zajmował dużo miejsca w bagażu. Garnek będący częścią zestawu składa się z trzech elementów które się uzupełniają i sprawiają, że to niezwykle funkcjonalne urządzenie. 

Największa jednak jego zaletą jest to, że nie potrzebuje żadnych baterii ani podpałki ani palnika z gazem, żeby działać. W wylot piecyka wystarczy dorzucić kilka gałązek i poczekać aż się rozpali. I można gotować.

Dysza umieszczona pod kątem 45° sprawia że nie ma potrzeby przesuwania opału w głąb, ponieważ on sam będzie się przemieszczać ze względu na skos. Urządzenie pobiera tlen w taki sposób, że cyrkuluje on w jego dolnej części, podsycając tym sposobem ogień, a izolowane ścianki sprawiają że energia cieplna kumuluje się w górze, co pozwala szybciej przygotować posiłek.

Kolejną zaletą Kombuis jest fakt, że bardzo łatwo jest go zmontować.

Nie tylko jest to produkt przydatny, ale też ładnie się prezentujący i wydajny oraz tani w użyciu. Tym ostatnim kryterium odróżnia się i pozytywnie wypada na tle opisanego już tu kiedyś ikiPele.

Dlatego jeśli jesteście fanami kempingu, preferujecie samodzielność żywieniową zamiast restauracji, to Kombuis jest produktem dla was.

Jedyny minus o jakim można wspomnieć to cena tego urządzenia. W chwili obecnej wynosi ona 75€ ( cena detaliczna wynosić będzie 100€). Oczywistym jest że twórcy chcą zarobić na swoim produkcie, jednak biorąc pod uwagę jakość wykonania i funkcjonalność oraz sam pomysł, to uważam że jest on wart swojej ceny.

Więcej na jego temat można dowiedzieć się na stronie 

 

Źródło Pixabay Kickstarter
Może ci się spodobać